Ze szklanką w ręku #4 - o chaosie
Witajcie!
Dzisiaj chyba też powinnam Wam zaoferować coś mocniejszego (ostrzegam - to będzie mocno chaotyczny, a przed to męczący post!), ale póki co proponuję colę (dla mnie zero). Także szklanki w dłoń i posłuchajcie (jeśli macie ochotę coś dodać - sekcja komentarzy jest Wasza :) ) o wszechobecnym chaosie.
Autor: @jcomp
Być może to tylko moje odczucia i świat dookoła wcale nie jest tak szalony, jak mi się od dłuższego czasu wydaje. Jeśli jednak mam być szczera, to nie mam łatwo - i nie chodzi mi teraz o pocieszanie, bo taka jestem biedna. Nie chcę Was też zdenerwować - domyślam się, że Wy także macie pod górkę i co ja się użalam nad sobą. Nie, chodzi teraz o obiektywną opinię moich znajomych, od których słyszę już tylko - Jakim cudem? Gdybym Cię nie znała, powiedziałabym, że połowę zmyślasz!, etc. Czasem się zastanawiam, czemu nie mam bardziej wybujałej wyobraźni i czy nie dałoby rady jakoś wynegocjować z Tym Na Górze obniżenia zagęszczenia wydarzeń w moim życiu, żebym mogła poprzestać na fantazjach. 😂 Albo czy ewentualnie mogłyby one być mniej niebezpieczne, względnie mniej angażujące. Niestety, z jakiegoś powodu tak się nie dzieje i, póki co, nie zanosi się na zmianę w bardziej lajtowym kierunku.
Żeby Wam przybliżyć, co mnie ostatnio pochłania, wymienię chociaż część: poszukiwania, zakup i pierwsze przygody z autem; cała związana z tym papierologia i problemy z wydostaniem dokumentów od poprzedniego właściciela, kłopoty zdrowotne, po drodze już drugie zakażenia covid, hardkor (tutaj bardzo eufemistycznie) i remont w domu, praca zdalna i na miejscu w przedszkolach, wypowiedzenie jednej umowy i zawarcie drugiej, szkolenia i kolejne rozmowy o pracę, studia podyplomowe i egzaminy (weekendowo, ostatnio 2 weekendy z rzędu), nieporozumienia w związku (kto ich nie ma - niech się zgłosi, stawiam piwo!), rodzinne imprezy (ale to u mojego Lubego, u nas mało kto ma co świętować), coraz więcej zawodowych obowiązków, różne finansowe decyzje, przesadzanie i leczenie zakażonych roślinek...
No ludzie drodzy, od razu widać, że jest tego dużo (i są to rzeczy bardzo czasochłonne), ale brakuje jednego, dość kluczowego dla WWO elementu - emocji. Potrafię się popłakać i je spuścić, ale dopiero po fakcie, kiedy już, na przykład, odbędę najbardziej stresującą w moim życiu podróż autem (jako kierowca). Wcześniej jadę spięta, siedząc jak na szpilkach, jednak wiem, że mam coś do zrobienia i dopóki tego nie wykonam - nie odpuszczę. Taka moja natura - najpierw czarne myśli, stres i przypływ adrenaliny, potem ukończenie zadania, a dopiero na końcu emocje. Często skumulowane, rozkładające na łopatki, sprawiające, że działam irracjonalnie, bo kiedyś organizm musi odmówić posłuszeństwa. Taka jednak jestem, a przed weekendem majowym raczej nie odpocznę i nie zamierzam siebie ani Was oszukiwać.
Spójrzcie teraz na listę z poprzedniego akapitu - widzicie, jak wiele różnych i niezwiązanych ze sobą spraw zawiera? Żeby coś tam było logiczne, poukładane, itd. - miałoby to jeszcze sens. Ja jednak widzę, że jest tam wszystko i tworzy to całkiem niezły (tytułowy) chaos. Jako WWO strasznie mnie to męczy - stres potrafi dosłownie sprawić, że rozchoruję się w ciągu dwóch dni. I potem, w najlepszym razie, chodzę przez tydzień lub dwa z wypchanymi zatokami i podrażnionym gardłem, co, naturalnie, życia nikomu nie ułatwia. Dlatego poniekąd uwielbiam instytucję pracy zdalnej, bo mogę się w spokoju wygrzać w domu zamiast, jak głupek, biegać (a od dwóch tygodni - jeździć) po całym mieście.
Jeśli macie jakieś sprawdzone sposoby na odpoczynek i odcięcie się od tego chaotycznego pędu - dajcie znać. Mnie już nawet słodycze nie pomagają (a przez dobre 10 lat jedzenie było jak nagroda 😉 ), zaś alkohol bywa ryzykowny - albo się uchacham na śmierć, albo będę płakać, albo pójdę spać i w środku nocy się obudzę po to tylko, żeby myśleć o tym wszystkim, przed czym chciałam uciec. Mój Luby zafundował mi na Walentynki masaż z peelingiem i... no, mamy lockdown, nawet kosmetyczki nie pracują (przynajmniej oficjalnie). A w marcu miałam wystarczający odpoczynek w postaci kwarantanny i izolacji, więc do połowy maja (voucher jest ważny przez 3 miesiące) mogę się nie wyrobić. 😰
Wznieśmy zatem szklanki z colą (czy co tam wybraliście do picia) i chociaż chwilę odpocznijmy. Może pomyślmy o naszych marzeniach, planach, porzuconych hobby... Jeśli czujecie się na siłach - zróbcie to, co lubicie. Podziałajcie lub, dla odmiany - nie róbcie nic. W tym ostatnim to już w ogóle jestem beznadziejna, ale słyszałam, że są tacy, co potrafią #nicnierobić (patrz: Mój Luby, ale to się do końca nie liczy, bo on od razu zasypia 😄 ).
Z tą motywującą refleksją Was zostawię. Jeśli musicie dolać sobie napoju po tym z pozoru chaotycznym wywodzie - służę. 😊
Trzymajcie się ciepło!
Wasza Niebieskooka


Komentarze
Prześlij komentarz