Czytając książkę - przy czymś mocniejszym #2
Hej!
Nie wiem, czy wiecie, ale podobno kiedy facet idzie do kolegi poczytać książkę, znaczy to, że będą maglować Pana Tadeusza. Takiego, który ma 40%. 😂 Dowiedziałam się o tym kilka dni temu i wspominam ten fakt nie bez powodu. Chodzi o konwencję pisania postów, którą przyjęłam. Takie wiecie, do porannej kawy, czy popołudniowej herbaty. Ale dzisiaj jest to coś mocniejszego. I dlatego napój, który będziecie przy tej okazji spożywać, również powinien charakteryzować się mocą. Najlepiej procentową.
Dzisiaj chcę z Wami porozmawiać o przemocy. Psychicznej i fizycznej, która może Was spotkać w każdym miejscu, nawet w domu rodzinnym. W tym, w którym wyrośliście, ale i w tym, który założycie. Bardzo wesoła perspektywa, nieprawdaż? Proponuję pierwszy toast. Zdrówko!
Temat przemocy domowej jest w Polsce tabu (strasznie mnie denerwuje to słowo, bo w naszym kraju dotyczy wszystkiego, co trudne), chociaż sama kojarzę kilka głośnych kampanii mających to zmienić. Niestety, kiedy dochodzi do sytuacji przemocowej, wszystko funkcjonuje bez zmian. Nie ma nagłego i cudownego rozwiązania tych okoliczności z korzyścią dla ofiar.
Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze: przeważnie mamy osobę używającą przemocy i ofiarę, dość często jest ona także współsprawcą (na sobie samej, ponieważ nie robi nic, by zmienić ten stan rzeczy, a nierzadko także usprawiedliwia ataki szału oprawcy). Jedna z tych dwóch osób (obojętnie która, jednak częściej ta gorzej zarabiająca lub w inny sposób zależna) może łączyć w sobie dwie role - jednak wcale nie musi. Bodaj najbardziej bolesny przypadek to ten, w którym ofiara nie jest dorosłym człowiekiem, ale, nie daj Boże, bezbronnym dzieckiem. I mamy pat, bo współoprawca pozwala terroryzować dziecko ze strachu przed utratą partnera/partnerki (albo z innych powodów, jest to oczywiście bardziej skomplikowane), prezentując najbardziej chory rodzaj przywiązania. I bierności, mogącej doprowadzić do tragedii, a już na pewno do trwałych skaz psychicznych u ofiary.
Wiem, oczywiście, współsprawca też jest poszkodowany i bez interwencji z zewnątrz najczęściej nie przyjmie tego do wiadomości. Nie dlatego, że nie wie. Znaczenie częściej te osoby NIE CHCĄ uznać takiej sytuacji, mimo, że doskonale widzą i rozumieją, co się dzieje. Załóżmy, że scenariusz jest z rodzaju tych optymistycznych, więc po pewnym czasie współsprawca zdaje sobie sprawę, co jest grane, ze swojej w tym roli i z faktu, że własne dziecko jest ofiarą całej sytuacji. Dlaczego więc nie działa, nie ratuje bezbronnej latorośli? Bo oprawca przeważnie w jakiś sposób go od siebie uzależnia - emocjonalny, fizyczny, finansowy, etc. Mało tego, jest doskonałym manipulatorem - wprawnie posługuje się szantażem emocjonalnym (i każdym innym), a każdy, kto nie jest szczególnie odporny psychicznie, da się na to złapać. Pytanie tylko - na jak długo i co się stanie potem, bo statystyki nie są sielankowe.
Według danych policji, w 2020 r. zgłoszono 72 601 przypadków przemocy w rodzinie, z czego 59 701 po raz pierwszy (i utworzono Niebieską kartę), a 12 900 - po raz kolejny (w trakcie trwającej procedury). Dla porównania w tabeli przedstawiłam Wam także dane z poprzednich dwóch lat.
Rok |
Liczba
zgłoszonych przypadków przemocy w rodzinie ogółem
|
Pierwszy
raz |
Kolejny
raz |
Szacowana
liczba osób dotkniętych przemocą |
Szacowana
liczba stosujących przemoc |
2020 | 72
601 | 59
701 | 12
900 | 85
575 | 73
228 |
2019 | 74
313 | 61
076 | 13
237 | 88
032 | 74
910 |
2018 | 73
153 | 59
829 | 13
324 | 88
133 | 73
654 |
Dane za: https://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/przemoc-w-rodzinie/50863,Przemoc-w-rodzinie.html
Widać zatem tendencję malejącą, warto jednak pamiętać, że liczba osób, co do których istnieje podejrzenie, że stosowana jest wobec nich przemoc jest średnio o 13 tysięcy wyższa (ponad 80 tys. rocznie), niż liczba formalnie zgłoszonych ofiar. Mało tego, szacowana liczba osób stosujących przemoc jest w każdym roku nieco wyższa, niż zgłoszonych przypadków (co daje nam drugie tyle - już ponad 150 tys. przemocowych sytuacji). Zatem i przypadków przemocy, i ofiar mamy więcej, niż oprawców, co prowadzi do prostego wniosku: sprawcy są często bezkarni i nie znęcają się nad jedną osobą.
To olbrzymie liczby. W skali kraju stanowią niecały 1%, jednak gwarantuję Wam, że w swoim życiu spotkaliście mnóstwo osób dotkniętych przemocą fizyczną. Psychiczną pominę, ponieważ jest to jeszcze bardziej abstrakcyjny i trudny do wychwycenia, czy opisania, temat.
Zarzuciłam Was statystykami, a obiecałam dramaty. I mówimy o dramatach, bo wyobraźcie sobie, że sprawcami nie są tylko pijani mężczyźni z nizin społecznych. Może to być profesor (lub profesorka) wyższej uczelni, który nawet nie tknie kieliszka, za to ma patologiczną potrzebę kontrolowania wszystkiego i kiedy coś go zdenerwuje, wyżywa się w domu na rodzinie. Lub dobrze sytuowana pani biznesmen, dziećmi której opiekuje się mąż i to on staje się ofiarą przemocy w pierwszej kolejności, kiedy nie wszystko pójdzie po myśli szanownej (i, być może, wstawionej) małżonki. Nie chcę podawać konkretnych przypadków, ale znam je z prawdziwego życia. I wiem, jak trudne są to sytuacje dla wszystkich ich uczestników.
Pomyślcie, czy sami nie kojarzycie podobnych przypadków. To nie moja sprawa; On jest dobrym człowiekiem, ale jak wypije, to mu odbija; Po co to robił? Niepotrzebnie ją zdenerwował; Nie mogłaś dać mu spokoju? Wiedziałaś, że tak zareaguje. Na pewno nigdy nie powiedzieliście/nie pomyśleliście w sposób, jaki zacytowałam w poprzednim zdaniu? Jeśli nie mieliście po temu okazji - gratuluję, macie naprawdę dużego farta w życiu. Ja jednak i myślałam, i słyszałam podobne rzeczy. Dlatego teraz wypiję postowego drinka do dna i powiem jedno: co z tym zrobicie, jest Waszą decyzją. Ja jednak źle znoszę czyjąś krzywdę i zdecydowałam się działać. Jeśli sami nie jesteście w stanie pomóc lub tej pomocy potrzebujecie - jestem. Mam nadzieję, może naiwnie, może idealistycznie - że razem możemy to zmienić.
Miejsce, gdzie można szukać informacji lub pomocy: https://www.niebieskalinia.pl/pomoc.
Pozdrawiam Was cieplutko,
Wasza Niebieskooka



Komentarze
Prześlij komentarz