Przy kawce #3 - relacje
Witajcie!
Miło Was znowu gościć na moim blogu. :) Tym razem, po naprawdę ważnym i ciężkim emocjonalnie poście (przynajmniej dla mnie), chciałabym poruszyć coś równie istotnego, ale mniejszego kalibru. Wiecie, tak się często przyglądam relacjom międzyludzkim (nie tylko moim, ogólnie lubię obserwować otoczenie, a jako WWO właściwie nie umiem tego wyłączyć) i nachodzą mnie różne ciekawe wnioski. Pamiętacie upadek znajomości z koleżanką z pracy? Tym razem opowiem Wam nieco o tym, w jaki sposób, mimo upływu ponad roku od ostatniego spotkania, udaje nam się utrzymać pewną przyjaźń na odległość.
Obie jesteśmy WWO (Wysoko Wrażliwe Osoby), obie pracowałyśmy z dziećmi, nieobce są nam różne terapeutyczne sytuacje (jeśli ktoś z Was mnie po tej informacji znielubi - proszę bardzo, droga wolna), właściwie mamy naprawdę sporo cech wspólnych. Naturalnie, równie wiele nas różni. Zdarzały nam się dość burzliwe rozmowy na poważne tematy, jednak, na szczęście, nie wpływają one na prawdziwą kondycję naszej relacji.
I tutaj pojawia się pierwsze pytanie: dlaczego z jednymi ludźmi pożremy się o jakąś nieistotną głupotę i oznacza to koniec relacji, za to z innymi różnimy się jak Brazylia i Białoruś i nadal jesteśmy w stanie znaleźć wspólny język? Może podobieństwa wcale się tak bardzo nie przyciągają? Właściwie z mojego doświadczenia wynika, że dwie silne charakterem kobiety niezbyt dobrze się dogadują. Za to mężczyźni rzadziej prezentują te cechy i prędzej się skumplują (wiadomo, nie wszyscy, jednak widzę pewną prawidłowość :) ).
Wniosek jest trochę przykry, bo pokrywa się z ukutymi stereotypami. Jeśli macie inne zdanie - zapraszam do dyskusji w komentarzach. ⬇️ Nie pokuszę się jednak o przepis na idealną relację, bo daleko mi do snucia abstrakcyjnych (i krzywdząco upraszczających) wzorów/prawidłowości odnośnie otoczenia. Przecież po roku od ostatniego spotkania wspomniana wyżej relacja powinna przestać istnieć. Za to ta z koleżanką z pracy - kwitnąć w najlepsze, przecież widujemy się kilka razy w tygodniu. Jak wiecie - stało się zupełnie inaczej (w obu przypadkach).
Nauczyłam się już ostrożności w kontaktach międzyludzkich (odkrycie życia: nie każdemu warto ufać 😁), do obiecujących relacji trzeba podejść z otwartą głową, a co z tego wyjdzie - czas pokaże. Mogę Wam za to powiedzieć, że konkrety i szczera, czasem naprawdę czasochłonna komunikacja, procentują. Wiadomo przynajmniej, kto i co w jaki sposób zrozumiał, co tak naprawdę uważa, czy możliwe jest rozwiązanie zadowalające obie strony. Jeśli jest to dla Was oczywiste nie tylko w pracy, ale też w domu rodzinnym - gratuluję, jesteście szczęściarzami. Z moich doświadczeń wynika jednak co innego, a upierdliwość szczątkowej komunikacji, kiedy obiektywnie nie ma powodów do takiej jej postaci, jest niesłychanie frustrująca, czasem wręcz tragiczna w skutkach.
Temat jest dość filozoficzny, zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma takie rozkminki i nie wszyscy wnikliwie obserwują i analizują otaczającą ich rzeczywistość. Nie umiem powiedzieć, dlaczego sama tak robię - to się po prostu dzieje. I potem pamiętam, że chłopak, od którego kupowałam auto miał starszego brata. Tak o. 😉 Za to on nie wie, skąd ja wiem (bo nie pamięta, że o tym wspominał 😅). Mimo wszystko uważam, że niniejsza umiejętność jest bardziej męcząca, niż przydatna (pozdrawiam wszystkie WWO).
Podsumowując (i mocno upraszczając): kluczem jest zarówno pewna ugodowość (dwa ambitne i mocne charaktery = w większości przypadków - katastrofa), jak i choćby niewielka wspólna część poglądów lub podobna wrażliwość oraz otwartość i gotowość na żmudną komunikację. Miałam się powstrzymać od zapisywania przepisów na udaną relację, jednak nie potrafiłam tego uniknąć. Zaznaczam więc bardzo zdecydowanie - to ino moja opinia i moje wnioski, możecie na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji mieć zupełnie inne (nadal chętnie poczytam, jeśli je opiszecie 😊). Dodam jeszcze, że wzięłam w swoich rozważaniach pod uwagę nie tylko opisywane już relacje koleżeńsko-przyjacielskie, ale też rodzinne, czy związkowe. Może mój wzór nie jest tak do końca bezsensowny? 🤔
Zapraszam Was do pochylenia się nad tym tematem, może do złapania krótkiego oddechu, zobaczenia różnych relacji z pewnej perspektywy. I, oczywiście, ściskam Was cieplutko,
Wasza Niebieskooka



Komentarze
Prześlij komentarz